MAX FACTOR MASTERPIECE MAX I FALSE LASH EFFECT MASCARA

Pierwszy tusz do rzęs powstał pod koniec XIX wieku dzięki Francuzowi Eguene’owi  Rimmelowi, który zrobił tusz ze sproszkowanego węgla rozcieńczonego wodą! Wykonanie makijażu bez pomalowania rzęs jest niemal niemożliwe. W sieci natknęłam się na niejedno  pytanie  typu:, „Jaki kosmetyk zabrałabyś na bezludną wyspę?” Większość kobiet odpowiada, że tusz do rzęs. Większości kobiet w  kosmetyczkach brakuje bronzera, rozświetlacza a nawet czasem różu, ale żeby którejś zabrakło tuszu do rzęs to się jeszcze nie spotkałam. W moim zbiorze tuszy mam naprawdę sporo marek i przyznam szczerze, że większość z nich lubię. Choć jedne są lepsze drugie gorsze, wszystko zależy od tego, jaki efekt chcemy uzyskać. Marką wiodącą jednak pośród mojej kolekcji Jest Max Factor i Bojrus. Są to marki, które bardzo cenię, jeśli chodzi o tusze do rzęs. Jak dotąd się na nich nie zawiodłam. Wpis ten poświęcam dwóm  tuszom Max Factor Masterpiece MAX i False Lash Effect.

DSC_0136-952x1024

Ten pierwszy należy do grupy tuszy wydłużająco-pogrubiających. Opakowanie solidne i poręczne. Mogę nawet stwierdzić, iż eleganckie osobiście bardzo przypadło mi do gustu. Nadruk na opakowaniu się nie ściera, a bardzo często czyszczę moje kosmetyki! I niestety w przypadku niektórych opakowań z napisów pozostają jedynie strzępki. Szczoteczka posiada liczne włoski, które bardzo dobrze rozdzielają rzęsy.

DSC_0156-875x580

Tusz nie skleja i bardzo mocno wydłuża. Co mi osobiście czasem przeszkadza gdyż sama mam dość długie rzęsy, więc muszę go stosować ostrożnie. Dla tych z Was, które borykają się z problemem krótkich rzęs myślę, że sprawdzi się idealnie. Jeśli chodzi o konsystencję to nie jest ona ani rzadka ani gęsta, jednym słowem idealna! Po aplikacji dwóch warstw widać efekt pogrubienia. Podsumowując tusz daje bardzo naturalny efekt i za to bardzo go lubię. Pomimo tego, że wydłuża i pogrubia nie jest to efekt „dużej ilości tuszu”, a bardzo naturalny i subtelny.

DSC_0144-875x580

Kolejny False Lash Effect ma opakowanie solidne i wygodne w użyciu, samo w sobie cieszy oko. Jednocześnie jest matowe, co niestety w przypadku wrzucenia go do kosmetyczki z rozsypanym cieniem nie zda egzaminu. Moje kosmetyki są poukładane wiec nie sprawia mi to problemu. Tusz aplikujemy grubą sylikonową szczoteczką. Dość nietypową, ale nabierającą tuszu ile potrzeba i dokładnie docierającą do wszystkich rzęs, nawet tych najmniejszych. Trzeba się do niej przyzwyczaić i nauczyć nią operować.

DSC_0159-875x580

Tusz mocno pogrubia rzęsy mam wrażenie, że bardziej pogrubia niż wydłuża. Jeśli jednak mamy chwilę czasu wyczarujemy nim „cuda”. Nie pozostawia grudek, ani nie skleja. Konsystencja jak w przypadku poprzednika jest w sam raz. Po kilku godzinach noszenia efekt jest taki sam. Nie musimy się martwić, że osypie nam się pod oko. Oba tusze dają głęboki kolor. A zapewne nie jednej z Was chodzi o efekt intensywnej czerni na rzęsach! (Ciężko było mi to uchwycić na zdjęciach).


Cena: to około 40 zł za sztukę

Pojemność: FalseLashEffect  13 ml, Masterpiece 7.2ml

Dostępność: Swoje nabyłam www.bestmakeup.pl


Ciekawa jestem czy znacie te produkty i ich używałyście?

A może macie jakieś, które są również godne uwagi.

Czekam na Wasze opinie z niecierpliwością!!!

 

 

24 komentarze

Komentuj